Anioł Pański 

Inną modlitwą będącą małym arcydziełem jest Angelus Domini (Anioł Pański). 

Trzy razy dziennie Kościół zaprasza nas do wspominania niewypowiedzianej tajemnicy Wcielenia, które dokonało się w Maryi dla naszego zbawienia. Wcielenie Słowa było najważniejszym wydarzeniem przede wszystkim dla samej Najświętszej Panny. To w Niej Bóg ponownie zjednoczył się z ludzkością, dając początek nowej erze w dziejach rodzaju ludzkiego. Jest to era powszechnego odkupienia. 

Anioł Pański, za każdym razem jednoczy nas z Maryją, która w swojej pokorze, dziewictwie i doskonałym posłuszeństwie napełnia się Bogiem. Odmawiając tę modlitwę, my także możemy uczestniczyć z radością w cnocie i niebiańskich uczuciach Niepokalanej. Żeby ta jedność była doskonalsza, wspaniale jest praktykować wraz z Maryją komunię duchową, napełniając się w ten sposób – tak jak Ona – Panem Jezusem. 

Również w tym punkcie wzruszająca była pobożność świętych. Św. Bonawentura zapoczątkował tę pobożną praktykę, każąc bić w dzwony co wieczór, dla przypomnienia o niebiańskim wydarzeniu. 

Z czasem dzwony zaczęły rozbrzmiewać trzy razy w ciągu dnia, a św. Wincenty a Paulo, św. Jan Chrzciciel De Rossi, św. Leonard z Porto Maurizio, św. Alfons Liguori i wielu innych trzykrotnie każdego dnia padali na kolana, odmawiając z oddaniem piękną modlitwę. 

Św. Alfons Liguori, który ogłuchł na starość, prosił, by uprzedzano go, kiedy dzwonią na Anioł Pański. Nawet jeżeli znajdował się akurat na ulicy, natychmiast klękał i modlił się. Nie sposób przecenić budującego przykładu, jaki dawał ten pobożny biskup. 

Słysząc dzwony bijące na Anioł Pański, św. Pius X nawet podczas audiencji publicznych czy prywatnych przerywał rozmowę, wstawał, odkrywał głowę i modlił się. Natomiast papież Paweł VI (a potem także jego następcy) w niedzielne południe odmawiał Anioł Pański w oknie wychodzącym na Plac Świętego Piotra, z udziałem gromadzących się licznie pielgrzymów. 

Także wybitny lekarz, jakim był św. Józef Moscati, kiedy dzwoniono na Anioł Pański, robił znak krzyża i – czy to w szpitalu, czy podczas wizyty u pacjenta – zapraszał obecnych do wspólnej modlitwy! 

Błogosławiona Anna Maria Taigi, matka rodziny, była zakochana w tej modlitwie i codziennie z przejęciem odmawiała ją razem z domownikami. 

Anielski św. Dominik Savio już w wieku czterech lat nie potrzebował, by mu przypominano o modlitwie Anioł Pański – sam o niej pamiętał z godną prawdziwego aniołka punktualnością i wiernością. 

W niezapomniany sposób odmawiał Anioł Pański św. Ojciec Pio. Jakże głębokie nabożeństwo wyrażała jego twarz, jego głos, jego złożone ręce! A my?... 

Trzy Zdrowaś Maryjo 

Pozdrowienie anielskie jest bezsprzecznie najbardziej wartościową modlitwą maryjną. Jest to modlitwa Archanioła Gabriela (Zdrowaś Maryjo, pełna łaski, Pan z Tobą), modlitwa św. Elżbiety (Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona), modlitwa Kościoła Świętego (Święta Maryjo, Matko Boża…). Bez wątpienia jest to po Ojcze nasz modlitwa najpiękniejsza, najmilsza Najświętszej Pannie, co Ona sama objawiła św. Matyldzie. 

Święci uznawali Ave Maria za modlitwę przepędzającą demony, weselącą aniołów, oddającą chwałę Przenajświętszej Trójcy, radującą Serce Maryi: „Raduj się, pełna łaski…” (por. Łk 1,28). 

Św. Ludwik Grignion de Montfort mówił, że niezawodnym znakiem prawdziwej pobożności maryjnej jest miłość do Pozdrowienia anielskiego. Rzeczywiście, Ave Maria było ukochaną modlitwą żarliwych czcicieli Najświętszej Panny, którzy uznawali, że najlepiej oddaje ona ich miłość do Niej. Czyż nie pięknie jest pomyśleć, że każde Zdrowaś Maryjo to pocałunek oddawany naszej niebieskiej Matce? 

Wiemy zresztą, że nigdy nie zwracamy się do Najświętszej Panienki na próżno – a szczególnie, jeśli modlimy się słowami, które sam Bóg polecił wypowiedzieć do Niej aniołowi, którymi Duch Święty natchnął św. Elżbietę i Kościół Święty. Dlatego powinniśmy mieć pobożny zwyczaj polecania się modlitwie innych, prosząc o zmówienie Zdrowaś Maryjo w naszej intencji. Ma to wielkie znaczenie. 

Pewnego razu św. Józef Cafasso wręczył pewnej kobiecie książkę o Matce Bożej. Ta zapytała o cenę. Święty odparł: „Jedno Zdrowaś Maryjo”. – „Jak to?! Tylko jedno Zdrowaś Maryjo?” – wykrzyknęła zaskoczona kobieta. „A czy to mało, jedno Zdrowaś Maryjo?” – spytał Święty, po czym dodał: „Czy wie pani, co powiedziała w pewnym widzeniu św. Teresa? – Gdybym mogła wrócić na ziemię, żeby zdobyć zasługę jednego Ave Maria, zrobiłabym to natychmiast”. 

Nabożeństwo Trzech Zdrowaś Maryjo wiąże się właśnie z kultem i znaczeniem Pozdrowienia anielskiego. Ta pobożna praktyka sięga czasów św. Matyldy, która otrzymała ją od Matki Bożej. Święta lękała się o swoje zbawienie wieczne i prosiła Najświętszą Pannę, żeby towarzyszyła jej w chwili śmierci. Maryja zapewniła ją o tym, mówiąc: „Tak, będę przy tobie. Pragnę jednak, abyś ty codziennie odmawiała trzy Zdrowaś Maryjo, wspominając przy pierwszym z nich potęgę udzieloną mi przez Boga Ojca, przy drugim – mądrość otrzymaną od Syna, a przy trzecim miłość daną mi przez Ducha Świętego”. 

Jest to więc praktyka zarazem maryjna i trynitarna. Matka Boża jest w niej przedstawiona jako arcydzieło Trójcy Przenajświętszej. Czegóż nie mogłaby Ona wyprosić u Boga w Trójcy Jedynego? 

Św. Leonard z Porto Maurizio, św. Alfons Liguori, św. Antoni Maria Claret byli największymi orędownikami tego nabożeństwa, sławionego także przez papieży. W bliższych nam czasach polecali je również św. Maksymilian M. Kolbe i św. Ojciec Pio z Pietrelciny. Sługa Boży ks. Dolindo Ruotolo miał zwyczaj odmawiać trzy Zdrowaś Maryjo z rękami rozłożonymi na kształt krzyża, bo „Najświętsza Panna wzrusza się, widząc nas modlących się w tej postawie i nie może nas nie wysłuchać”. 

Długie i zawiłe praktyki pobożności mogą kosztować. Cóż jednak prostszego, jak trzykrotne powtórzenie Pozdrowienia anielskiego? Nie zabiera to nawet minuty! Pięknie byłoby zaczynać i kończyć dzień, recytując trzy Ave Maria. Byłoby to ofiarowaniem Matce Bożej dnia i nocy, pracy i wypoczynku, wyrzeczeń i pokrzepienia. Czy nie chcemy tego? 

Pięć i piętnaście sobót 

Są to dwie bardzo popularne praktyki pobożności maryjnej.

Nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca pochodzi z Fatimy. Praktykę tę przekazała nam Łucja, wizjonerka z Cova da Iria. Był to dar Niepokalanego Serca Maryi, która w Fatimie powiedziała: „Jezus pragnie ustanowić na świecie kult mego Niepokalanego Serca; temu, kto go podejmie, obiecuję zbawienie”. 

To nabożeństwo miało już jednak wielowiekową historię. Gorliwie praktykowały je święte Matylda i Gertruda. Św. Bernardyn ze Sieny był jego płomiennym głosicielem. Nade wszystko zaś, swego rodzaju ojcem i apostołem tego nabożeństwa stał się w wieku XVII św. Jan Eudes, który ułożył Mszę świętą i Oficjum o Niepokalanym Sercu Maryi, założył dwie rodziny zakonne i był autorem cennego traktatu pt. Cudowne Serce Najświętszej Matki Bożej. 

W Fatimie nabożeństwo to przypieczętowała publicznie sama Najświętsza Panna, uwypuklając trzy cechy kultu swego Niepokalanego Serca:

1) jest on szczególnie potrzebny w naszych czasach,

2) wymaga zadośćuczynienia za zniewagi doznawane przez Niepokalane Serce,

3) żąda zawierzenia Niepokalanemu Sercu całego świata. 

Przypomnijmy słowa Matki Bożej wypowiedziane do Łucji: „Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która zaprowadzi cię do Boga”. Natomiast pokazawszy trojgu dzieci piekło, powiedziała: „Widzieliście, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Dla ich zbawienia Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca i jeśli ludzie będą robić to, co Wam powiem, wiele dusz się zbawi”. 10 grudnia 1925 roku Matka Boża powiedziała do Łucji (będącej już zakonnicą) jeszcze i te słowa:

Spójrz, córko moja – me Serce całe przeszyte jest cierniami, które ludzie nieustannie wbijają w nie swoimi bluźnierstwami i niewdzięcznością. Przynajmniej ty staraj się Mnie pocieszyć i spraw, żeby świat dowiedział się, iż obiecuję towarzyszyć z potrzebnymi łaskami w godzinie śmierci każdemu, kto w pięć pierwszych sobót miesiąca wyspowiada się, przyjmie Komunię świętą, odmówi jedną część różańca i będzie ze Mną podczas piętnastominutowej medytacji nad tajemnicami różańcowymi z intencją wynagradzającą”.

Oto dar Niepokalanego Serca Maryi – przyjmijmy go. Jest on doskonałym środkiem synowskiego zadośćuczynienia Sercu naszej Matki i pewną ucieczką dla naszych dusz. 

Najgorliwszym propagatorem nabożeństwa piętnastu sobót był błogosławiony Bartolo Longo. Praktyka ta, inspirowana modlitwą różańcową, polega na rozważaniu piętnastu tajemnic różańca przez piętnaście kolejnych sobót. W szczególności służyć ma przygotowaniu do dwóch świąt Różańca Świętego: 7 października (Matki Bożej Różańcowej) i 8 maja (Matki Bożej z Pompei). W każdą z tych sobót należy przystąpić do spowiedzi i Komunii świętej i odmówić jedną cząstkę różańca. Praktykowanie takiej pobożności maryjnej zostało uznane za dobroczynne dla duszy i ciała, ponieważ zachęca do kontemplacji i naśladowania Najświętszej Panny w tajemnicach różańca, zbliża do sakramentów świętych, wyjednuje drogocenne łaski także w porządku doczesnym. 

Różaniec święty 

Koronka różańca to najmilsza więź, jaka może połączyć nas z Maryją. Zachowuje nas w zjednoczeniu z Nią poprzez kojące powtarzanie Pozdrowienia anielskiego i jednoczesne kontemplowanie życia Niebieskiej Matki i Pana Jezusa w dwudziestu scenach – tajemnicach radosnych, światła, bolesnych i chwalebnych. 

Różaniec to prawdziwy miłosny łańcuch, miłosne spotkanie, miłosna chwila wytchnienia, w której tak wiele razy powtarzamy: „kocham Cię”… Wziąć do ręki różaniec, to jak gdyby wziąć za rękę Najświętszą Pannę, albo trzymać naręcze róż, by ofiarowywać je, jedną po drugiej, najsłodszej Matce i Królowej. 

Różaniec jest modlitwą, którą mogą odmawiać wszyscy; zarówno starzy, jak i dzieci, tak ludzie wykształceni, jak i prości. Odmawianie różańca nie wymaga specjalnego miejsca ani czasu. Spośród szczególnie bliskich nam przykładów wspomnijmy troje pastuszków z Fatimy. Hiacynta, Franciszek i Łucja z pokorą i żarliwością odmawiali wiele różańców, przebywając na pastwisku albo w domu, będąc zdrowymi lub chorując. 

Wspomnijmy sługę Bożego Anzelma Marię Trèvesa, który wielokrotnie odmawiał różaniec gdziekolwiek się znalazł, chcąc „nasycić się Pozdrowieniem Anielskim” i „zasiewać Pozdrowienie Anielskie” na każdej ulicy, którą przechodził. Wspomnijmy sługę Bożego Jakuba Gaglione, zawsze noszącego na szyi różaniec, widomy znak jego płomiennej pobożności. Przywołajmy wreszcie sługę Bożego księdza Dolindo Ruotolo, nieustannie obracającego w ręku koronkę różańca, czy to w kościele, w domu, na ambonie, czy na ulicy. Każde miejsce jest dobre, żeby odmówić różaniec. 

Najlepsze jest jednak miejsce przed Tabernakulum albo ołtarzem Najświętszej Maryi Panny. Nie zapominajmy również, że można uzyskać odpust zupełny, odmawiając różaniec w kościele albo w grupie modlitewnej lub z rodziną, o ile jest się po spowiedzi i Komunii Świętej. 

Każda okazja, okoliczność i powód jest dobry, aby odmówić różaniec. W radości czy smutku, pośród sukcesów bądź niepowodzeń, prosząc o zdrowie fizyczne lub duchowe, pragnąc dostąpić łask albo podziękować za nie, wyjednując duszom ocalenie lub uwolnienie z czyśćca… Trafnie ujęła to siostra Łucja z Fatimy: „Od kiedy Matka Boża nadała tak wielkie znaczenie modlitwie różańcowej, nie ma takiego problemu duchowego ani materialnego, narodowego czy międzynarodowego, którego nie dałoby się rozwiązać”. 

Stąd tak żarliwa miłość świętych wobec modlitwy różańcowej. Wygląda na to, że nie znaleźli lepszego sposobu, aby wyrazić swe płomienne nabożeństwo do Najświętszej Panny. Odkąd Matka Boża dała ludziom różaniec, święci wszystkich czasów nie tylko sami odmawiali go, ale także usilnie starali się zachęcać do tego innych. 

Pomyślmy tylko o św. Paschalisie Baylonie, własnoręcznie wytwarzającym koronki różańca ze sznurków i supełków, i rozdającym je innym, by pobudzić ich do modlitwy. 

Święty Pompilio Pirotti z wielkiej miłości do różańca sam sporządził cudownie dużo różańców. Powiadano, że nocami pracował nad nimi razem z Matką Najświętszą, chcąc ich zrobić jak najwięcej, żeby móc je potem rozdać. Któregoś razu ktoś zobaczył taką niebiańską scenę przez dziurkę od klucza. 

Ostatnią rzeczą, jaką na łożu śmierci zrobił św. Proboszcz z Ars, było ofiarowanie różańca pewnej osobie. Trzeba wymienić też św. Alfonsa Liguori, św. Antoniego M. Clareta, bł. Bartolo Longo i wielu innych. Nade wszystko wspomnijmy jednak świętego Ojca Pio, pokornego i wielkiego kapucyna, który był w stanie odmówić dziennie ponad sto różańców, rozdał wiernym niezliczoną ich liczbę, a swoim duchowym dzieciom pozostawił modlitwę różańcową w spadku, jeszcze tuż przed śmiercią napominając: „Zawsze módlcie się na różańcu”. 

Po otrzymanym w Lourdes i Fatimie zaleceniu Najświętszej Panny, po danym nam przez tylu świętych przykładzie – my również podejmijmy się poświęcenia co dzień bodaj piętnastu minut (cóż to jest piętnaście minut?!) na tę modlitwę. Będzie to każdego dnia kwadrans miłości do Matki Bożej, kwadrans łask dla naszej duszy. Jeszcze lepiej byłoby, gdybyśmy odmawiali różaniec wraz z innymi, zwłaszcza z rodziną, co bardzo zalecał papież Paweł VI. Ujrzelibyśmy wtedy rodzinę zjednoczoną w miłości do Maryi, gromadzącą się pod Jej płaszczem, jak rodzina bł. Anny Marii Taigi. 

Na koniec zwróćmy uwagę na drogocenną myśl z adhortacji apostolskiej Pawła VI, który umiejscawia Różaniec obok Liturgii, zalecając go np. jako przygotowanie do Mszy i Komunii św. oraz dziękczynienie po nich. Tak właśnie postępował św. Ojciec Pio, który wstawał jeszcze w nocy, by przygotować się do Mszy świętej, odmawiając wiele różańców. 

Pomyślmy tylko o owocach, jakie może przynieść rozważanie tajemnic bolesnych w ramach przygotowania do Mszy świętej, w której odnawia się Męka i Śmierć Pana Jezusa. Pomyślmy o pięknie tajemnic radosnych rozważanych w czasie dziękczynienia za Komunię świętą: jak Najświętsza Panienka od chwili Zwiastowania, tak i my fizycznie nosimy w sobie Pana Jezusa dopóki jest w nas Hostia Święta (tj. przez około piętnaście minut). Także my możemy, jak Matka Boża, adorować Jezusa, Boga wcielonego, w nas samych. Tak jak Ona, możemy nieść Go ze sobą do domu, na ulice miasta, pomiędzy ludzi i do naszej pracy. Możemy rodzić Go w aktach poświęcenia, w budującym przykładzie miłości bliźnich, ubóstwa, anielskiej czystości, pokory i oderwania od spraw światowych. 

Wraz z różańcem zaleca się także inne koronki maryjne – np. do Siedmiu Radości i Siedmiu Boleści Matki Bożej, które ukształtowały pobożność maryjną wielu wybranych dusz. 

Praktyki Pobożności Maryjnej 

Nabożeństwo do Najświętszej Panny jest niczym ogród pełen kwitnących grządek. Na każdej z nich rosną piękne i pachnące kwiaty, a różnorodność ich kształtów i kolorów tylko dodaje uroku zarówno każdej z rabatek, jak i całemu ogrodowi. 

Każda grządka jest jedną miłosną praktyką nabożeństwa do Matki Bożej. Jest ich bardzo wiele! Niepodobna opowiadać o wszystkich. Ograniczymy się do najważniejszych i najpowszechniejszych. 

Poświęcenie się Maryi 

Jest to oczywiście najpiękniejsza, ale i najbardziej zobowiązująca praktyka. Właśnie dlatego nie należy stosować jej pochopnie, bez rzetelnego przygotowania. 

Poświęcenie się Maryi oznacza wolę oddania Jej całego siebie, absolutnego uzależnienia się od Niej. Właściwie dokonane poświęcenie pociąga za sobą zupełne wyrzeczenie się samego siebie. Od tego momentu Najświętsza Panna ma wkroczyć w życie poświęcającego się Jej, aby je całkowicie przemienić według swej woli. 

Ten kto Jej się poświęca, zaczyna żyć z Maryją, dla Maryi i w Maryi, jak naucza św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Ilu jednak jest takich, którzy rzeczywiście w ten sposób dokonują i przeżywają swoje oddanie się Niebieskiej Królowej? 

Istnieją dwa rodzaje poświęcenia się Najświętszej Pannie. 

Zwykłego poświęcenia dokonuje się prywatnie lub w którymś ze stowarzyszeń maryjnych (takim jak np. Córki Maryi, Legion Maryi, Rycerstwo Niepokalanej). Polega ono na osobistym oddaniu się Matce Bożej, hojnie i żarliwie realizowanym w indywidualnej działalności apostolskiej. Do tego rodzaju należy także poświęcenie rodziny (bardzo zalecał je św. Grzegorz), dzieci (również przed ich narodzeniem), szkoły, kraju, narodu itp. 

Drugim rodzajem poświęcenia jest oddanie się Maryi jako „niewolnik”, jako Jej „własność”, albo jako „całopalna ofiara” Jej miłości. 

Głoszone przez św. Ludwika M. Grignion de Montfort oddawanie się Maryi w niewolę wyraża przede wszystkim poświęcenie własnej wolności, aby żyć w kajdanach miłości Najświętszej Panny i pod Jej rządami. 

O oddawaniu się na własność nauczał św. Maksymilian M. Kolbe. Akcentował nade wszystko bezwzględne wyrzeczenie się siebie samego, aby stać się narzędziem albo rzeczą w ręku Niepokalanej (zob. Uroczysty akt poświęcenia się Niepokalanej).

Trzecia forma całkowitego poświęcenia się Maryi wzorowana jest na takim złożeniu siebie w ofierze miłosiernej Miłości Jezusowej, jakiego dokonała św. Tereska. Szczególną uwagę zwraca ono na absolutne poświęcenie się Bogu w całopaleniu miłosiernej miłości Maryi. 

Równoważne w istocie, wszystkie te trzy formy poświęcenia się, mają realizować synowskie nabożeństwo do Najświętszej Panny w najgłębszy i najbardziej radykalny sposób. Mają one pozwolić nam zapuścić korzenie w Sercu Maryi, z błogą świadomością, że – zgodnie z myślą św. Bonawentury – „kto zakorzenił się w Maryi, ten będzie uświęcony”. Doświadczenie świętych daje nam pewność, że tak właśnie jest. 

Zobacz również czym jest ślub maryjny: Geneza i treść Ślubu Maryjnego

Naśladować Najświętszą Pannę

Święta czystość 

O ile dziewictwo konsekrowane jest „cenną perłą” (Mt 13,45), „ukrytym skarbem” (Mt 13,44), który Bóg daje tylko wybranym do Jego wyłącznej i całkowitej miłości (por. 1Kor 7,25-35) – o tyle czystość to cnota uniwersalna, która powinna wypełniać serce każdego chrześcijanina. „Błogosławieni czystego serca…” (Mt 5,8). 

Maryja jest Matką najczystszą nie tylko dzięki swemu nieskalanemu dziewictwu rozjaśniającemu Jej duszę i ciało, ale także przez swą niebiańską skromność, łagodną powściągliwość, radykalne umartwienie zmysłów, nieustannie skupionych na Jezusie, będącego Jej doskonałą i pełną miłością. 

Jak więc można kochać Matkę Bożą, jeśli się nie praktykuje jak najdoskonalej tej anielskiej cnoty, tak bardzo leżącej Jej na sercu? 

Nawet jeśli nieczystość nie jest najgorszym z grzechów, to z całą pewnością musi być grzechem szczególnie odrażającym w oczach Maryi. Wyczuwali to instynktownie święci, kochając Ją z anielską czystością duszy, zmysłów i ciała. 

Św. Dominik Savio od dzieciństwa modlił się do Matki Bożej w ten sposób: „Matko moja, chcę zawsze być Twoim dzieckiem: spraw, żebym prędzej umarł, niż popełnił jakiś grzech przeciwko cnocie skromności”. Ten chłopiec naprawdę wzniósł straż zmysłów na cudowny poziom, szczególnie w umartwieniu oczu. Pewnego razu, przechodząc przez plac, na którym odbywała się zabawa, Dominik spuścił wzrok. Widząc to, jego towarzysz zapytał go: – „Dominiku, dlaczego idziesz z przymkniętymi oczami, zamiast przyglądać się zabawie? ” – święty Dominik odparł: „Chcę zachować oczy czyste, żeby nimi kontemplować w niebie Najświętszą Pannę”. 

Tak się kocha. I na pewno niemożliwe jest kochać Maryję, pozostawiając oczom swobodę oglądania nieprzyzwoitych scen, czytania niemoralnych książek, interesowania się nieczystością. 

Niemożliwe jest, by kochały Maryję wszystkie te kobiety, młodsze i starsze, które naśladują nieskromne mody. Stają się one nędznymi narzędziami w ręku szatana, wzniecając pożądliwość mężczyzny „związanego powrozem” (por. Prz 7,22). Jeżeli sądzą, że kochają Matkę Bożą, ubierając się według rozwiązłych upodobań świata, demona i ciała, to – biedaczki! – żyją w ułudzie i nieświadomości. Jakże to smutne! 

Tym bardziej jednak należy zasmucić się nad tym morzem błota, zalewającym ludzkość przez wyuzdane filmy i spektakle, przez pornografię, przez plaże i skandaliczne rozrywki, przez wszelkiego rodzaju perwersje seksualne, a przede wszystkim przez zabójcze prawodawstwo – przez prawo do rozwodu, do regulacji narodzin, do aborcji. Wszystko to dla dogodzenia nieczystości ludzkiego ciała. Nieszczęsna ludzkość! 

Siedmioletnia dziewczynka, św. Hiacynta z Fatimy, pouczona przez Matkę Bożą mogła powiedzieć całemu światu: „Grzechy, które wtrącają najwięcej ludzi do piekła, to grzechy nieczystości”. Największe cierpienie zadają więc Maryi grzechy nieczyste, na całej ziemi plamiące dusze i ciała, i ściągające na ludzkość straszliwe kary gniewu Bożego (por. Ef 5,3-6). 

Któż pocieszy w tym strapieniu Najświętszą Pannę, jeśli nie Jej czciciele? To oni mają kochać Ją w czystości duszy, serca i ciała, w każdej sytuacji życia, zgodnie z wolą Boga. 

Dziewicza woń miłości Matki Bożej powinna zachęcić nas do uważnego i delikatnego odwzajemnienia Jej miłości, naszą miłością czystą o zapachu lilii. 

Królowa miłość 

„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35). 

Nie tylko poszczególni święci, ale także całe zakony starały się naśladować Najświętszą Pannę w miłości bliźnich. 

Miłość, z jaką Maryja udała się do domu św. Elżbiety, zanosząc tam Jezusa, aby uświęcić Jana Chrzciciela, poruszyła na przykład bł. Karola de Foucauld. Starając się ją naśladować, udał się na pustynię, do Tuaregów, by zanieść pomiędzy nich Jezusa Eucharystycznego. 

Wszystkie zgromadzenia i instytuty zakonne, inspirujące się tajemnicą Nawiedzenia, żyją tym właśnie ideałem – praktykowania względem bliźnich tej samej miłości miłosiernej (zarówno w duchowym, jak i materialnym wymiarze), z jaką Najświętsza Panna poszła do domu Elżbiety. 

To samo powiedzieć trzeba o miłości Matki Bożej względem weselników w Kanie Galilejskiej. Pospieszyć bliźnim z pomocą tak, by zapobiec ich zakłopotaniu i cierpieniu, jest dowodem subtelnej miłości do nich. To właśnie uczyniła Najświętsza Panna w Kanie. Święci naśladowali Ją zarówno w błahych, jak i poważnych sytuacjach. W szczególnych przypadkach powoływali nawet specjalne instytucje, mające ratować bliźnich przed niebezpieczeństwem czy upadkiem. 

Na przykład św. Antonin założył dzieło pomocy ubogim dziewczętom nie mającym posagu. W ten sposób umożliwiał im zamążpójście, przez co chronił je przed niebezpieczeństwem zejścia na złą drogę. 

Święta Tereska, kiedy spostrzegła, że któraś ze współsióstr musiała wykonać szczególnie ciężką pracę, ofiarowywała się do pomocy, żeby siostra mogła uniknąć zbyt wielkiego wysiłku. 

A co można powiedzieć o miłości Matki Bożej na Kalwarii, gdzie godziła się oglądać swego Syna zabijanego za nas, biednych grzeszników? „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Najświętsza Panna nieskończenie wolałaby zająć miejsce swojego Syna, a jednak przyjęła jeszcze straszniejsze współcierpienie z ukrzyżowanym Jezusem. Wszystko dla nas. Nie mogła dać nam więcej. 

Pomyślmy na przykład o śmierci Szaleńca Niepokalanej, św. Maksymiliana Marii Kolbego. Owa heroiczna miłość Matki Bożej zapłonęła gwałtownie w ostatnim darze, jaki św. Maksymilian złożył w Oświęcimiu, prosząc, by pozwolono mu zająć miejsce skazanego na śmierć i udając się zamiast niego do bunkra głodowego, towarzysząc dziewięciu innym nieszczęśnikom, modląc się wraz z nimi i polecając Najświętszej Pannie ich konanie. Prawdziwa miłość do Matki Bożej zawsze rodzi nieograniczoną miłość do braci. 

Kościół nazywa Maryję „Matką Pięknej Miłości” (Syr 24,18) i czci Jej boleści, wspominając ofiarę miłości, jaką złożyła razem z ukrzyżowanym Chrystusem. 

Pełnia łaski i pełnia cierpienia uczyniły Jej miłość do Boga najwznioślejszą. Dlatego św. Gemma Galgani, odważna maksymalistka, w niepohamowanym porywie miłości prosiła Jezusa, żeby mogła Go kochać „tak jak Twoja Mama”. To najwyższy szczyt. 

Pamiętajmy zawsze, że Najświętsza Panna Maryja jest szczytem wszelkiego wzrostu duchowego, że jest Ona zanurzona w Bogu, „który jest Miłością” (por. 1J 4,16). Bardzo trafnie ujmował to św. Maksymilian: „Z całą śmiałością możemy twierdzić, że najwyższym ideałem naszym jest Niepokalana. Człowiek wyżej wznieść się nie może. Niepokalana jest najwyższym stopniem doskonałości i świętości stworzenia. Tego niebotycznego szczytu łaski człowiek nigdy nie osiągnie”. Dążmy do tego Szczytu. 

Naśladować Najświętszą Pannę

Ubóstwo i modlitwa 

To samo, co powiedzieliśmy o wierze, należałoby powtórzyć w odniesieniu do wszystkich cnót Najświętszej Panny. Nie sposób jednak wymienić je wszystkie. Najważniejsze zresztą jest przekonanie, że święci znaleźli w Matce Bożej najczystsze odzwierciedlenie wszystkich cnót, na którym także my możemy się wzorować. 

Święty Franciszek z Asyżu, gorąco zakochany oblubieniec Pani Biedy, nie mógł nawet pomyśleć o ubóstwie Najświętszej Panienki bez głębokiego wzruszenia. Pewnego razu zdarzyło się, że jeden z braci przy stole wspomniał o nędzy, jaką Ona cierpiała w stajence betlejemskiej. Poruszony św. Franciszek natychmiast zerwał się z miejsca, chwycił swoją miskę, poszedł do kąta i usiadł na ziemi płacząc rzewnie nad ubóstwem Matki Bożej. Tak samo było ze świętą Klarą z Asyżu, która swoim duchowym córkom w ubożuchnym klasztorze stawiała za wzór „ubóstwo i pokorę naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki”. 

Pisząc o ubóstwie, wspomnijmy św. Maksymiliana M. Kolbego, który zawsze wymieniał ubóstwo i Niepokalaną razem, uważając je za nierozłączne i mówiąc, że na tych dwóch kolumnach opierają się zainicjowane przez niego przedsięwzięcia. Skromność jego życia, odmawianie sobie nawet rzeczy niezbędnych (jak buty, kołdra, pożywienie) zasługują na najwyższy podziw. Św. Maksymilian pragnął wszystkich tych wyrzeczeń, żeby wychwalać nimi swoją Królową. 

Jeśli chodzi o życie modlitwy, możemy wspomnieć św. Teresę od Jezusa i wszystkie klasztory karmelitańskie, w których święta reformatorka pragnęła jak najwierniej odtworzyć modlitewne życie Maryi w Nazarecie – życie prawdziwie i niezwykle „ukryte z Chrystusem w Bogu” (Kol 3,3). 

Natomiast św. Małgorzata Maria Alacoque starała się naśladować Matkę Bożą szczególnie w najważniejszych momentach Mszy świętej. Podczas Ofiarowania postanawiała naśladować posłuszeństwo Matki Bożej w tajemnicy Ofiarowania Jezusa w Świątyni. Podczas Konsekracji jednoczyła się z Nią w Jej ofierze u stóp Krzyża na Kalwarii. Podczas Komunii – starała się naśladować miłość Maryi w chwili Wcielenia Słowa w Jej dziewiczym łonie. My również możemy tak robić. 

Myśl o nieustannej modlitwie Matki Bożej nasuwał widok Ojca Pio w San Giovanni Rotondo, kiedy modlił się godzinami, w chórze zakonników, w swojej celi, w ogrodzie, na korytarzach, dniem i nocą, odmawiając Różaniec setkami. Jeżeli jeden człowiek zdolny jest modlić się tak wiele, to do czego zdolna była Boża Rodzicielka? 

Pokora i dziewicza czystość 

Niemal niemożliwe jest wyobrazić sobie świętego, który nie inspirowałby się Najświętszą Panną w zdobywaniu tych dwóch cudownych cnót. 

O naśladowaniu pokory i czystości Maryi mówi się najwięcej. Być może dlatego, że są to dwie cnoty tak ściśle połączone ze sobą i tak charakterystyczne dla Niepokalanej, że jest czymś oczywistym, iż są skopiowane od Niej, najdoskonalszego, powszechnie obowiązującego modelu. 

Bez wątpienia wielcy czciciele Matki Bożej dążyli w szczególności do tych dwóch charakteryzujących Ją cnót – dzięki czemu stali się prawdziwymi przykładami głębokiej pokory i promiennej czystości. 

Św. Katarzyna Labouré, która miała szczęście doznać niebiańskiej wizji, podczas której Niepokalana Dziewica powierzała jej cudowny medalik, całe swoje długie życie przeżyła pokornie i w ukryciu – tak, iż nikt nie wiedział nawet, że miała objawienia. 

Pomyślmy też o pokorze św. Bernadetty, która postanowiła: „Będę uznawała za szczęście życie w zapomnieniu”, a innym razem: „łaska, o którą mam prosić przede wszystkim: życie ukryte, za przykładem Jezusa i Maryi”. 

Ona, ulubienica Niepokalanej, niewinna, powszechnie znana wizjonerka… A jednak nie było niebezpieczeństwa, że kiedykolwiek będzie się chwalić swoimi objawieniami. Co więcej – choćby to jedno drobne wydarzenie obrazuje jej głęboką skromność. Pewnego dnia świętej pokazano pocztówkę z Lourdes. Obejrzawszy ją, Bernadetta zadała dość dziwne pytanie: 

– Co się robi z miotłą? 

– Jak to co? Zamiata się nią. 

– A potem? 

– Odstawia się na miejsce, do kąta. 

– Otóż to jest właśnie moja historia: Najświętsza Dziewica posłużyła się mną, a potem odstawiła mnie na miejsce, do kącika, i tam pozostanę”. 

Naśladowanie panieńskiej czystości Maryi promiennie jaśnieje we wszystkich dziewicach konsekrowanych, które przez to stają się tak podobne do Błogosławionej Dziewicy! 

Święty Gerard Majella szczególną czcią darzył siostry zakonne właśnie dlatego, że – jak mówił – „wyobrażają Matkę Bożą”. Ta cześć nie może dziwić, jeśli pomyśli się o Klarze, Katarzynie, Małgorzacie, Bernadetcie, Teresce… i o wszystkich zakonnicach w niezliczonym zastępie świętych dziewic. 

Nawet swoim wyglądem przypominają Najświętszą Pannę. Ich czyste oblicza, długie habity i szerokie welony, ukrywające je przed stworzeniami – wszystko to sprawia, że wydają się być istotami nie z tej ziemi, aniołami. 

I rzeczywiście – dziewictwo jest anielskie. Jest to przywilej, którym Pan Jezus obdarza tylko nielicznych (por. Mt 19,11) a który pozwala już na tej ziemi żyć jak w niebie (por. Mt 22,30). 

Cała wartość dziewictwa wywodzi się od Królowej Dziewic. To Jej niepokalanemu panieństwu wszystkie dziewice zawdzięczają drogocenność swego skarbu. Jest tak odkąd Bóg tak bardzo umiłował dziewictwo, że wybrał Pannę Maryję, aby wcielić się w Jej przeczystym łonie, w nim żyć i z niego się narodzić. Dziewictwo, anielskość, macierzyństwo: wszystkie trzy jaśnieją w Maryi olśniewającym blaskiem, odbijając się się w każdej dziewicy wybranej i umiłowanej przez Boga. 

Toteż dziewice stanowią prawdziwą gwardię przyboczną Maryi – powołane do tego, aby iść za Nią i tworzyć Jej panieńską świtę, jak mówi Duch Święty ustami proroka: „Za nią dziewice, jej druhny” (Ps 45,15). Przepiękne stronice na ten temat zapisał wielki św. Ambroży! Wraz z Najświętszą Panną dziewice otrzymają szczęśliwy los – „są dziewicami, (…) Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie” (Ap 14,4). Oblubienice zawsze będą podążać za niebiańskim Oblubieńcem w nierozerwalnym węźle dziewiczej miłości, która już tu na ziemi daje przedsmak wieczności radosnej, żarliwej, niewinnej. 

Naśladować Najświętszą Pannę 

We wszystkich cnotach 

Św. Ludwik Grignion de Montfort napisał, że prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny prowadzi duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najświętszej Dziewicy, zwłaszcza „Jej głębokiej pokory, żywej wiary, ślepego posłuszeństwa, nieustannej modlitwy, wszechstronnego umartwienia, Boskiej czystości, żarliwej miłości, heroicznej cierpliwości, anielskiej dobroci i Bożej mądrości”. 

W adhortacji O należytym kształtowaniu i rozwijaniu kultu Najświętszej Maryi Panny papież Paweł VI wymienia niemal te same cnoty Matki Najświętszej, które poleca naśladować. 

Matka Boża jest „wzorem dla całego Kościoła”, mówi św. Augustyn. Jest wzorem wszystkich cnót, nie zaś tylko niektórych, albo jednych bardziej, a innych mniej. 

Ona daje nam doskonałość wszelkich cnót – doskonałość niezrównaną, lecz pociągającą; najwyższą, lecz dającą się naśladować. „We mnie wszystka nadzieja żywota i cnoty”, mówi Maryja słowami proroka (Syr 24,18). Nie musimy przerażać się wzniosłością Jej doskonałości. Także Pan Jezus, nasz Bóg, mówił przecież: „Uczcie się ode Mnie” (Mt 11,29) i nakazał nam dążenie do tego, aby stawać się „doskonałymi jak Ojciec niebieski” (Mt 5,48). 

Razem z Synem także Maryja może powiedzieć do nas, że dała nam „przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja” (J 13,15). A Jej przykład jest nam jeszcze bliższy, bardziej na naszą ludzką miarę, łagodny dzięki łasce, łatwiejszy dzięki szczególnej macierzyńskiej czułości. Dlatego Jej cnoty są jednocześnie wzniosłe i łagodne. Nie onieśmielają. Przeciwnie, przyciągają prostotą, z jaką praktykowała je Ona w skrajnie pokornym i zwyczajnym życiu. 

Wzorujmy się zatem na Niej, kształtujmy na Jej podobieństwo. Ona jest doskonałym przykładem uświęconej osoby ludzkiej. Naśladując Ją, możemy stać się uczestnikami Jej niebiańskiej doskonałości – a to zależy tylko od nas. 

Naprzód więc! Wcielajmy w życie piękną zachętę, jaką wielki biskup Bossuet kierował do słuchających jego kazań wiernych: „Ofiarujcie Królowej Nieba Jej święty portret. Każdy z was jest malarzem i rzeźbiarzem swojego życia – kształtujcie je według życia Najświętszej Panny i stawajcie się wiernymi kopiami tak doskonałego oryginału”. 

Jej żywa wiara 

Wiara Matki Bożej lśni wspaniałym blaskiem na nieboskłonie Jej cnót. Wysłuchawszy i zrozumiawszy zwiastowanie Archanioła, z wiarą wypowiedziała swoje Fiat w odniesieniu do spraw po ludzku niepojętych: przyjęcia Wcielenia Słowa – Syna Bożego; zostania Matką Boga; dziewiczego poczęcia i zrodzenia Słowa Bożego, które za sprawą Ducha Świętego stanie się człowiekiem w Jej niepokalanym łonie. Z wiarą zgodziła się zostać Matką, Współodkupicielką i Pośredniczką rodzaju ludzkiego (por. Łk 1,26-38). 

Najświętsza Panna bez zastrzeżeń uwierzyła w cały ogrom tej rzeczywistości nadprzyrodzonej, zgodnie z pełnym zachwytu okrzykiem św. Elżbiety: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła!” (Łk 1,45). Uwierzyła ślepo i stała się pełna Boga. Słowo napełniło Jej dziewicze łono, a Ona sama mogła wielbić Boga ukrytego pod Jej sercem. 

Wielbiła Go później, spoczywającego na matczynych ramionach w stajence betlejemskiej. Wielbiła przez całe życie ukryte w Nazarecie. Wielbiła Go, stojąc u stóp krzyża. Wielbiła pod postaciami chleba i wina. 

Jakąż głębią musiała być Jej wiara! Nie sposób ją zmierzyć. Żadne stworzenie, żaden święty nie zdoła nigdy złożyć równego świadectwa nadludzkiej, wypróbowanej straszliwym cierpieniem wiary. 

Prawdziwi czciciele Maryi powinni także z niezłomnym męstwem wieść życie wiary, naśladując Bożą Matkę i nie cofając się w obliczu prób i cierpienia. 

Przykład dla nas 

Wspomnijmy raz jeszcze jeden z zadziwiających przykładów – polskiego męczennika, św. Maksymiliana M. Kolbe, szaleńca Niepokalanej. Kiedy został aresztowany, zamknięto go na Pawiaku – cieszącym się złą sławą warszawskim więzieniu. Pewnego dnia kontrolował więźniów wyjątkowo okrutny niemiecki oficer. Wchodząc do celi, w której znajdowało się trzech aresztantów, spostrzegł zakonny habit ojca Kolbego i wpadł w furię. Natychmiast przypadł do świętego Maksymiliana, chwycił za krzyżyk wiszącej u pasa koronki i szarpiąc, wołał z nienawiścią: 

„I ty w to wierzysz?” – „Wierzę, bardzo wierzę”- odpowiedział Święty ze spokojem. Uderzenie pięści trafiło go w twarz. I znowu, jeszcze dwa razy, padło to samo pytanie, i za każdym razem ta sama odpowiedź, i kolejne bestialskie ciosy. Wzburzeni i przerażeni współwięźniowie patrzyli na to okrucieństwo ze zgrozą, nie mogąc nic zrobić. Kiedy oficer wyszedł z celi, św. Maksymilian próbował ich uspokoić: „To nic ważnego, to wszystko dla Mateńki Niepokalanej”. 

Naśladować Najświętszą Pannę 

Naśladowanie jest owocem miłości i polega na zgodności działania kochających się osób. Kto kocha, ten naśladuje. W naturze miłości leży łączenie, tworzenie jedności. 

Miłość doskonała, pełna, jednoczy wszystko – także postępowanie tych, którzy się miłują – nie może bowiem znieść żadnej różnicy uniemożliwiającej stanie się jednym. Toteż nie może być miłości bez naśladowania – w przeciwnym razie w sposobie postępowania zabrakłoby jedności woli. 

Naśladowanie jest zatem rozwojem miłości, w istocie ukazującym jej płodność. Skoro jest ono owocem miłości, to powiedzieć można, że gdzie jest naśladowanie, tam jest i miłość – a gdzie go nie ma, tam nie ma także miłości. Bezmiar naśladowania oznacza miłość bez miary. 

Św. Pius X potwierdza to słowami: „Jeżeli ktoś pragnie (a któż nie powinien tego pragnąć!), aby jego nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny było pełne i pod każdym względem doskonałe – musi koniecznie, ze wszystkich sił, naśladować Jej przykład”. 

Naśladowanie Maryi jest świętością 

W gruncie rzeczy wystarczy zastanowić się przez chwilę, aby zrozumieć, że to właśnie naśladowanie Maryi jasno i wyraźnie odróżnia nabożeństwo do Niej praktykowane przez świętego od nabożeństwa kogoś, kto świętym nie jest. 

Święty kocha Matkę Bożą, doskonale naśladując Jej cnoty – i to właśnie czyni go świętym. My natomiast kochamy Najświętszą Pannę, naśladując Ją jednak bardzo niedoskonale – albo wręcz zadowalając się jedynie pobożnymi życzeniami. Przez to wciąż jesteśmy przeciętni i ryzykujemy, że nasza pobożność „na pół gwizdka” polegać będzie na „czczym i jałowym uczuciu”, nie wznosząc się ponad „próżną łatwowierność”, według określenia Soboru Watykańskiego II. 

Bezprzedmiotowe byłoby narzekanie na pobożność maryjną lub krytykowanie jej za rzekomą bezowocność, za to, że pozostajemy ciągle tacy sami. Sługa Boży Pius XII upominał nas: „Nie zapominajcie, że aby nabożeństwo do Matki Bożej było prawdziwe i trwałe, a zatem przynoszące cenne owoce i obfite łaski, musi być ono ożywiane naśladowaniem życia Tej, którą pragniemy czcić”. 

Także Paweł VI podkreślał wielokrotnie, że prawdziwe nabożeństwo maryjne wymaga naśladowania cnót Najświętszej Dziewicy: „Tymi cnotami Matki przyozdobią się Jej dzieci, które dotrzymają mocnego postanowienia odtwarzania Jej wzoru w swoim życiu”. 

Kościół zawsze nauczał w ten sposób, zmierzając do sedna i pragnąc konkretów: czynów oraz cnót. Nabożeństwo do Matki Bożej powinno prowadzić każdą duszę do tego, by stawała się obrazem Maryi: najmilszej Bogu, bo najpodobniejszej do Pana Jezusa. 

Jeśli więc chcemy zweryfikować nasze nabożeństwo do Najświętszej Panny, wystarczy, abyśmy zbadali, na ile Ją naśladujemy. 

Jeżeli dostrzeżemy w sobie szczere i usilne staranie o to, by naśladować Jej cnoty, to nasza pobożność maryjna jest „pod każdym względem” prawdziwa, jak zapewnia św. Pius X – i jak orzekł już wielki św. Augustyn: „Prawdziwa pobożność polega na naśladowaniu cnót tego, kogo kochamy”. 

Przyjmijmy więc naśladowanie za nasz cel. W ten sposób na pewno będziemy zmierzać do konkretów. Nabożeństwo do Najświętszej Panny jest jak grządka, na której wyrastają zachwycająco piękne kwiaty – kwiaty cnót maryjnych. W jakim stanie jest nasza grządka? Czy nie brak na niej kwiatów? 

Zbadajmy siebie samych szczerze, niczego nie udając i niczego nie lekceważąc. Porównujmy się ze świętymi. Zmierzmy swoją małość bogactwem ich miłości. Upokórzmy się i uczmy się od nich, jak naśladować Tę, „która świeci w całej wspólnocie wybranych jako wzór cnót” (Lumen Gentium, 65). 

Jak postąpiłaby Matka Boża 

Równie prostym, co zasadniczym sposobem naśladowania cnót Najświętszej Panny jest zadawanie sobie w każdej sytuacji pytania, jak w takich okolicznościach zachowałaby się Maryja. Owoce tego pytania nie każą długo na siebie czekać. 

Umiłowana przez Maryję św. Katarzyna Labouré przyjęła taką życiową zasadę: „Wezmę sobie Maryję za wzór przystępując do każdej czynności i będę zastanawiać się, jak Ona zrobiłaby to, co ja mam zrobić”. Również św. Tereska, w porywie miłości do Najświętszej Panny, wytyczyła sobie jako program całego życia „postępowanie śladami Maryi”. Uważała się za Jej córeczkę i pisała, że „zazwyczaj dzieci są podobne do swojej mamy”. 

Św. Antoni M. Claret, wielki dziewiętnastowieczny apostoł Różańca Świętego i nabożeństwa do Serca Maryi, z ogromnym przejęciem, głęboko jednoczył się z Matką Bożą, zawsze i wszystko uzależniając od Niej. Kiedy został biskupem Kuby, zapisał takie życiowe postanowienie: „Tak będę sprawował rządy, jak mnie zainspiruje Matka Boża… Matka Najświętsza jest bowiem moją Matką, moją Nauczycielką, moją Kierowniczką…” 

Inny wielki sługa Boży, o. Jean-Baptiste Chautard, stosował tę samą prościutką metodę: w każdej sprawie pytał najpierw: „Jak na moim miejscu postąpiłaby Matka Boża?” Podjął się też życia „pod okiem 

Maryi”, zawsze szukając oczyma Jej spojrzenia, aby wyczytać z niego, co powinien zrobić i jak to zrobić, by sprawić Jej jak największą przyjemność. 

Pamiętajmy, że nie ma pewniejszej nad naśladowanie próby czci i miłości. Uczeń ceni i kocha swego mistrza w takim stopniu, w jakim stara się stać takim, jak on. 

Toteż św. Teresa z Avili powtarzała swoim siostrom, że najlepszym sposobem oddawania czci Matce Bożej jest naśladowanie Jej cnót. Święci Stanisław Kostka, Alojzy Gonzaga, Weronika Giuliani, Gabriel od Matki Bożej Bolesnej sławili Madonnę, z miłością studiując Jej cnoty, aby każdego dnia odtwarzać je w swoim życiu. Nie zadowalali się pobożnymi życzeniami, słodkim wzdychaniem ani gorącymi łzami (które nam wydają się nie wiadomo czym…) – ale pragnęli cnót, rzeźbiących w duszy prawdziwe podobieństwo piękna Niepokalanej. 

Św. Łucję Filippini nazywano „wierną kopią Maryi”, przede wszystkim dzięki jej miłości, pokorze, czystości i cierpliwości. „Wiernymi kopiami” Matki Bożej były też święte Katarzyna, Róża, Bernadetta, Tereska, Gemma i tyle innych świętych, w których jaśniało piękno dziewictwa Maryi; piękno miłości, wiary, nadziei, pokory, męstwa i poświęcenia Maryi. 

W mieście Neapolu mieszkał sługa Boży Placyd Baccher. Był to święty kapłan tak zakochany w Matce Bożej, że wierni nazywali go „ksiądz cały jak Maryja”. Przepiękne! Właśnie tacy powinni być wszyscy czciciele Maryi. Tak też było ze wszystkimi świętymi, ponieważ im bardziej ktoś się uświęca, tym bardziej upodabnia się do Tej, która „najbardziej podobna jest do Chrystusa”, jak pisał w Boskiej Komedii Dante. 

Kochać Najświętszą Maryję Pannę

Miłość i uczynki ważne 

Tym bardziej, w obliczu szczególnie ważnych zadań, czciciele Najświętszej Panny nie mogą zaniedbać zjednoczenia z Nią, tak, aby działać z Nią i w Niej. 

Ojciec Pio zalecał uczestnictwo we Mszy świętej w łączności z Błogosławioną Dziewicą u stóp Krzyża. On sam starał się jak najczęściej odprawiać Mszę świętą o Niepokalanym Poczęciu, tak że kiedyś poprosił o kalendarz liturgiczny, tylko żeby wiedzieć, w którym dniu można odprawiać wotywną Mszę o Niepokalanej. Podobnie robili św. Wawrzyniec z Brindisi i bł. Stefan Bellesini. Świętym, który w niezwykły sposób przemieniał się w Maryję podczas odprawiania Mszy świętej, był św. Kajetan. Mówiono o nim, że wydaje się, iż to Najświętsza Panna we własnej osobie sprawuje Mszę. 

Św. Luiza de Marillac u początków nowego zgromadzenia zakonnego, zebrawszy w swoim domu kilka wiejskich dziewcząt, wskazała im figurkę Matki Bożej i poleciła, aby się Jej powierzyły. Podobnie zrobiła św. Aniela Merici. 

Św. Alfons Liguori, kiedy porzucił świat, aby oddać się Bogu, udał się najpierw do Najświętszej Panny Maryi, aby u Jej stóp złożyć swój miecz i całkowicie się Jej ofiarować. 

Św. Franciszka Ksawera Cabrini dziewiętnaście razy przemierzyła ocean, dwukrotnie opłynęła wybrzeża Pacyfiku i trzykrotnie, wśród gwałtownych sztormów, Atlantyk. Za każdym razem zaczynała i kończyła podróż z różańcem w ręku. 

Kiedy wybrano papieżem św. Piusa X, swój pontyfikat powierzył Bożej Rodzicielce, poświęcając Jej także swoją pierwszą encyklikę. 

Św. Bartolomea Capitanio spisała swoje postanowienia dotyczące uświęcenia się, a następnie powierzyła kartkę Najświętszej Panience, prosząc: „Droga Mamo, Tobie powierzam ten papier, Ty spraw, abym to wszystko wypełniła”. 

Miasto dla Niej 

Byli tacy, którzy projektowali sanktuarium albo bazylikę ku czci Maryi, jak św. Jan Bosko w Turynie (kościół Matki Bożej Wspomożycielki) i bł. Jakub Alberione w Rzymie (kościół Królowej Apostołów). Był także święty, który założył dla Maryi całe miasto. Św. Maksymilian Maria Kolbe zaprojektował w Polsce prawdziwe Miasto Matki Bożej – Niepokalanów, zaczynając od postawienia figury Niepokalanej na polu, które nie należało do niego. Właściciel nie przystał jednak na oddanie ziemi i poprosił świętego o zabranie figury. Ten odpowiedział z prostotą, że powinna pozostać „bo teraz ta ziemia jest w Jej opiece”. Odpowiedź ta uderzyła właściciela; zastanowiwszy się, przekazał całe pole świętemu Maksymilianowi. Miłość i dziewictwo 

Oto pewien subtelny szczegół. Na ogół termin radosnego wydarzenia swojego poświęcenia się niebieskiemu Oblubieńcowi dziewice lubiły ustalać na jakiś dzień szczególnie miły Matce Bożej. Do tego stopnia dziewiczość utożsamiana jest z Najświętszą Panną Maryją! Czyż nie jest Ona prawdziwą Dziewicą, Dziewicą Przeczystą, zawsze Dziewicą w pełni znaczenia tego słowa? Najniewinniejsza i najpiękniejsza, wonna i niepokalana, duchowo i cieleśnie dziewicza – Maryja jest niczym słońce olśniewającej czystości. Promyk tej olśniewającej czystości jaśnieje w każdej dziewicy, przez co ona sama staje się dziewiczym obrazem Najświętszej Panny. To dlatego tak wiele z nich nieomal instynktownie pragnie oddać się Jezusowi wraz z Maryją i przez Maryję, wybierając dni szczególnie Jej miłe, by czuć się jeszcze bardziej zjednoczonymi z Nią. 

Św. Teresa od Jezusa co roku odnawiała razem ze swymi córkami śluby zakonne w dniu Narodzenia Najświętszej Panny Maryi (8 września) i Jej Ofiarowania w Świątyni (21 listopada). 

Św. Małgorzata Maria Alacoque pragnęła wstąpić do zgromadzenia w sobotę, dzień poświęcony Maryi. 

Wiele szczególnie uroczystych momentów w życiu zakonnym św. Tereski od Dzieciątka Jezus przypadło w dni maryjne. Do Karmelu wstąpiła w święto Zwiastowania. Oblubienicą Chrystusa została w dzień Narodzenia Maryi. Wiatyk przyjęła we wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej. 

Św. Gemma Galgani miała szczęście złożyć ślub czystości 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, a do nieba pójść w Wielką Sobotę 1903 roku. Zarówno jej beatyfikacja, jak i kanonizacja, odbyły się w maju, miesiącu Maryi. 

Obłóczyny św. Marii Bertilli Boscardin odbyły się w święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a profesja wieczysta – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia. 

Te spotkania dziewictwa konsekrowanego ze świętami maryjnymi są jednym tylko odcieniem miłości. Prawdziwe oddanie się Matce Bożej czyni tę miłość coraz delikatniejszą, mieniącą się najłagodniejszymi odcieniami. Dziewicza delikatność Najświętszej Panienki, odbijając się w niewinnych sercach oblubienic Chrystusowych, niebiańsko łagodzi i wysubtelnia ich poruszenia, aby wszystkie stały się, wedle słów św. Tereski, „odwzajemnionymi kwiatami miłości”. 

 

Podkategorie

Czy możemy pomóc duszom czyśćcowym dostać się do nieba?

Oto nauczanie Kościoła w tej kwestii: Możemy pomagać, a także uwalniać zmarłych od cierpień czyśćcowych, „ofiarując za nich modlitwy za zmarłych, w szczególności Ofiarę Eucharystyczną, lecz także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne” [Kompendium KKK 211].

Dzięki obcowaniu świętych, członkowie Kościoła triumfującego w niebie, Kościoła cierpiącego w czyśćcu oraz Kościoła walczącego na ziemi mogą pomagać sobie wzajemnie w miłości Chrystusa, Głowy Ciała Mistycznego.

Jakkolwiek znajdują się oni w różnych warunkach i stanach życia, członkowie potrójnego Kościoła stanowią istotnie jedno Ciało Mistyczne, którego Głową jest Pan Jezus, obecny i działający zawsze w miłości tych, którzy pomagają innym. Oto zachwycająca solidarność łaski łącząca trzy części Kościoła, poprzez wzajemną pomoc, w jedności miłości z Głową Kościoła, Jezusem Chrystusem.

Copyright © 2026 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej