Podsumowanie

Przeszliśmy miesiąc maj wpatrując się w piękno i wartość oddania się pod opiekę Maryi. Czy te rozważania roznieciły trochę ognia miłości do naszej słodkiej Matki i obudziły zapał do naśladowania życia i cnót Przenajświętszej? Miejmy nadzieję, że tak! Prośmy naszych drogich nauczycieli – świętych, aby wstawiali się za nami również w pozostałe dni roku i uczyli prawdziwego nabożeństwa do naszej Niebieskie Matki!

Warto uświadomić sobie, że „jesteśmy szczęśliwsi od Maryi, ponieważ... Ona nie miała Najświętszej Panny, którą mogłaby kochać!...”. To znakomite stwierdzenie św. Tereski nie powinno pozostawić nas obojętnymi – tak jest piękne i zaskakujące! Pozwala w oka mgnieniu zrozumieć czar miłości do Matki Bożej. Pozwala w jednej chwili pojąć, jak wielkiej radości bylibyśmy pozbawieni bez nabożeństwa do Maryi. 

Wielki „Szaleniec Niepokalanej”, św. Maksymilian Maria Kolbe, mawiał z entuzjazmem: „Moje drogie dzieci, jeśli pragniecie żyć i umrzeć szczęśliwi, starajcie się usilnie pogłębić synowską miłość do naszej Niebieskiej Mamusi”.

 

Oby Bóg zechciał, ażeby przynajmniej niektóre dusze zrozumiały wartość i wagę nabożeństwa do Maryi! Pewnego dnia, jeden ze współbraci zapytał św. Ojca Pio z Pietrelciny: „Ojcze, co ojciec myśli o Maryi?” 

– Święty odparł: „Jest warta więcej niż cała teologia i filozofia”. Odpowiedź Ojca Pio jest echem słów Ducha Świętego, które Liturgia wkłada w usta Maryi: 

„Okrąg nieba sama obeszłam i przechadzałam się w głębi przepaści” (Syr 24,5)1. Jakim niebiańskim bezmiarem jest tajemnica Maryi! 

A przecież Najświętsza Panna jest nasza. Jest Boga i ludzkości. Jest Matką Jezusa i naszą Matką: „Oto syn Twój” (J 19,26). Maryja nie może nas nie kochać. Macierzyństwo jest miłością. Jeżeli św. Paweł odczuwał „codzienną udrękę płynącą z troski o wszystkie Kościoły” (2Kor 11,28), o ileż bardziej troszczy się o nas Maryja, która jest Matką wszystkich. Św. Proboszcz z Ars dochodzi do stwierdzenia, że Maryja nawet w Niebie nie może w spokoju cieszyć się Rajem, ponieważ jest jak Matka, która czeka na powrót swych dzieci, przebywających poza domem. Przestanie się martwić dopiero na końcu czasów, kiedy ostatnie dziecko wejdzie do Domu Ojca. Wtedy nareszcie, otoczona dziećmi, będzie mogła w spokoju cieszyć się Rajem! 

Jak jednak my odpowiadamy na miłość Niebieskiej Mamy? Czy pragniemy z wdzięcznością Ją czcić? Czy czujemy, że kochamy Ją jak naszą Matkę? Czy staramy się, jak prawdziwe dzieci upodabniać do Niej? „Oto Matka twoja”(J 19,27). Jeśli Maryja jest naszą Matką, staje się oczywiste, że „pobożność Kościoła względem Panny Maryi jest elementem stanowiącym istotę chrześcijańskiego kultu”, a my „nie możemy być chrześcijanami, nie będąc maryjni” – jak w pięknych słowach stwierdził papież Paweł VI. 

Zatem – im ktoś jest bardziej maryjny, tym bardziej jest chrześcijaninem. Im bardziej będziemy należeć do Najświętszej Panny, tym bardziej będziemy należeć do Jezusa. Im bardziej przypominać będziemy Matkę Bożą, tym bardziej podobni będziemy do naszego Boskiego Brata, Jezusa – „Syna dziewictwa” Maryi (św. Ambroży). Takie stawanie się „na wzór obrazu” Jezusa (Rz 8,29) w Maryi jest owocem prawdziwego zawierzenia się Matce Najświętszej. 

Podobnie, jak św. Jan Ewangelista „wziął Ją do siebie” (J 19,27), tak niech będzie nam dane przyjąć Maryję do mieszkania naszego serca. 

Jeśli nie mamy maryjnej pobożności, razem za św. Franciszkiem Salezym powinniśmy często wołać: „Boże mój! Kiedy otrzymamy tę łaskę, że Najświętsza Panna przybędzie, by się narodzić w naszych sercach?” Jeżeli natomiast już udzielona została nam łaska pobożności maryjnej, musimy pogłębiać ją wytężonymi studiami, gdyż od żywej obecności Maryi w naszym życiu, jak i w życiu całego Kościoła, zależy zbawienie i uświęcenie. „Maryja – mawiał św. Bernard – jest podstawą całej naszej nadziei”. Podobnie głosił św. Ludwik Maria Grignion de Montfort. Nauczał tak również św. Alfons M. Liguori. Był o tym wreszcie przekonany św. Jan Bosko, który w swym słynnym śnie ujrzał statek Kościoła w czasie burzy – niezachwiany i zwycięski, ponieważ był zakotwiczony na dwóch niezniszczalnych kolumnach: Eucharystii i Niepokalanej. Maryja nas ratuje, obdarza życiem i ubogaca Bogiem. Powtarza nam wraz z Duchem Świętym: „Bo kto mnie znajdzie, znajdzie życie i osiągnie upodobanie Pana” (Prz 8,35) oraz: „Bogactwo jest ze mną (...), by przyjaciół obsypać bogactwem i napełnić ich skarbce” (Prz 8,18a.21). Nie na próżno św. Pius X, w celu odnowienia wszystkiego w Chrystusie, w Kościele i w świecie, zaproponował, jako podstawowe narzędzie, kult Maryi. 

Kochajmy zatem Maryję. Przyjmijmy za własne słowa ostatniego polecenia św. Ojca Pio z Pietrelciny: „Kochajcie Maryję i czyńcie wszystko, by była kochana. Odmawiajcie zawsze Różaniec”. Kochajmy Matkę Bożą, nigdy nie mówiąc „dosyć”. Wręcz przeciwnie – zmobilizujmy się i weźmy udział w świętych zawodach, by stać się pokoleniem, które najgorliwiej „zwać będzie Maryję błogosławioną” (Łk 1,48). 

Pewnego razu św. Maksymilian M. Kolbe dostał od współbraci życzenia, by kochał Niepokalaną coraz mocniej. Święty podziękował i w odpowiedzi życzył braciom, by mogli tysiąckrotnie pokonać go w miłości do Maryi, a potem, aby on pokonał ich milion razy, a potem znowu – by oni pokonali jego miliard razy, i tak dalej, nigdy nie zatrzymując się w szlachetnym współzawodnictwie. Każdemu Czytelnikowi tych rozważań pragniemy złożyć te same życzenia św. Maksymiliana M. Kolbego – pokonania w dziecięcej miłości do „naszej Niebieskiej Mamusi” każdej mety. 

Sprawiajcie, aby była kochana 

Kochanie Maryi oraz szerzenie miłości do Niej są ze sobą związane jak płomień i ciepło. Jak od ognia w naturalny sposób bije ciepło, tak miłość do Najświętszej Panny spontanicznie przekłada się na maryjny apostolat. 

Święty Ojciec Pio wypowiedział piękne zdanie: „Kochajcie Matkę Bożą i sprawiajcie, aby była kochana”. On sam był wzorem takiego postępowania. 

Z gorącym pragnieniem mówił: „Chciałbym mieć tak donośny głos, żeby zachęcać grzeszników całego świata do kochania Matki Bożej”. Jego miłość do Niej była zaraźliwa. 

Nie sposób zliczyć jego duchowe dzieci, które nauczyły się od niego sięgać po różaniec – i to dziesiątki razy dziennie. Rozdawał różańce, medaliki, obrazki i figurki wszystkim, którzy go odwiedzali… 

Miłość skłania także do mówienia o ukochanej osobie. Jak wiemy, najwięksi mówcy i pisarze Kościoła opowiadali, spisywali i wyśpiewywali chwałę Najświętszej Panny z potęgą niewyczerpanej miłości. Dla przykładu wspomnijmy św. Efrema, św. Jana Damasceńskiego, św. Bernarda, św. Alfonsa Liguori… 

Nie było nigdy świętego i nie będzie nigdy prawdziwego czciciela Maryi, który by nie czuł potrzeby dzielenia się z innymi swoją miłością do Niej. Środkami wielkimi lub skromnymi, każdy z nich stara się o to jak tylko może najlepiej. 

Niektórym dane było założyć zgromadzenia i instytuty zakonne ku czci Najświętszej Maryi Panny. Tak uczynili, obok wielu innych, np. św. Franciszek Salezy, św. Antoni M. Claret, św. Jan Bosko, bł. Wilhelm Chaminade. 

Niektórzy mieli wypełnić specjalną misję: przekazać maryjne przesłanie całej ludzkości. Tak było na przykład ze św. Katarzyną Labouré i cudownym medalikiem albo z siostrą Łucją z Fatimy i nabożeństwem do Niepokalanego Serca Maryi. 

Wielki przykład 

Za największego apostoła Maryi dwudziestego wieku uchodzi św. Maksymilian Maria Kolbe, założyciel dwóch niezwykłych miast Niepokalanej; ośrodków apostolstwa maryjnego promieniujących na cały świat. Niespokojne serce tego szaleńca Niepokalanej zrodziło gorące pragnienie, aby zdobyć dla Niepokalanej każdą duszę oraz otoczyć całą ziemię pierścieniem miast Niepokalanej, które przy pomocy prasy oraz cudownych medalików zanosiłyby nabożeństwo maryjne do wszystkich serc. 

Św. Maksymilian założył też Rycerstwo Niepokalanej, ruch maryjnego życia i apostolatu dla dusz pragnących oddać się Najświętszej Pannie jako Jej własność i pod Jej słodkim przewodnictwem działać apostolsko. Ta działalność wykorzystywać miała wszystkie (dosłownie wszystkie) dopuszczalne środki – tradycyjne i nowoczesne, obecne i przyszłe, najskromniejsze i najpotężniejsze (jak np. cudowny medalik, prasa, teatr, muzyka, radio, telewizja, film, przekaz satelitarny). „Wszystko powinno służyć przede wszystkim Niepokalanej”, mówił święty. 

Dla przekazywania duszom miłości do Maryi, sam św. Maksymilian stawiał czoła ogromnym wyrzeczeniom. Mimo słabego zdrowia podejmował wyczerpujące podróże, wydające się szaleństwem do tego stopnia, że mówiono o nim, iż „porywa się z motyką na słońce”. On jednak nieugięcie parł naprzód, nie bacząc na wyrzeczenia i wysiłek. Nawet kiedy zdarzało mu się zasłabnąć w pociągu albo kiedy podczas odprawiania Mszy świętej musiało go podtrzymywać dwóch braci; nawet kiedy pluł krwią, kiedy nie dojadał, kiedy wielu patrzyło na niego krzywo… Nigdy się nie zatrzymywał. Miłość do Niepokalanej nie pozwalała mu na przerwy w tej gorączkowej pracy. W Japonii powstała nawet legenda o jego nieśmiertelności. 

Podczas jednej z podróży, latem 1932 roku, w święto Najświętszego Imienia Maryi, w natchnieniu napisał list do Matki Bożej, aby złożyć Jej imieninowe życzenia; zupełnie tak, jak dzieci piszą życzenia dla swoich mam. Na końcu przepełnionego miłością listu podpisał się w ten sposób: „Z dala od Ojczyzny, między annamickim Sajgonem, a chińskim Hongkongiem, na spienionych falach szumiącego morza, trawiony spiekotą – dla Ciebie – MK”. 

 

Niestrudzony i odważny, gdy mówiono mu, żeby trochę odetchnął, odpowiadał z uśmiechem: „Tutaj nie mam czasu na odpoczynek. Odpocznę w niebie”. Tak właśnie się kocha. 

Pracując wszelkimi sposobami 

Pola działalności dla szerzenia miłości do Maryi są nieograniczone. Dla każdego znajdzie się miejsce. Pracować można wszędzie i wszelkimi sposobami. 

Mały chłopiec, św. Dominik Savio, zakłada wśród szkolnych kolegów niewielkie Stowarzyszenie Niepokalanej. Pokorna zakonnica, św. Katarzyna Labouré, organizuje Córki Maryi, które wkrótce będą obecne niemal na całym świecie. 

Święci Alojzy Gonzaga, Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, Bernadetta Soubirous, Gemma Galgani wykorzystywali każdą nadarzającą się okazję, aby przedstawiać innym Maryję, szerząc miłość do Niej słowem i przykładem. W szczególny sposób we wzruszające przykłady obfitowało życie św. Gabriela. Wśród braci nazywany był „krzewicielem pobożności maryjnej”. 

Poza klasztorem namawiał krewnych i znajomych do czczenia Najświętszej Panny, praktykowania nabożeństw majowych i październikowych, codziennej modlitwy różańcowej, czytania książek o Maryi, noszenia szkaplerza karmelitańskiego, odmawiania koronki do Siedmiu Boleści Matki Bożej. Jeszcze na rok przed śmiercią ślubował, że zawsze i wszędzie będzie głosił nabożeństwo do Najświętszej Panny. 

Święta Tereska już od dziecka była apostołką cudownego medalika. Kiedy dorośnie, napisze: „Gdybym mogła być księdzem, dużo mówiłabym o Najświętszej Panience…”. To pragnienie św. Tereski przypomina płomienną miłość świętych kapłanów, z jaką dawali Maryję duszom. 

Święty Piotr Kanizjusz nie tylko przybliżał wiernym postać Bogurodzicy swoimi pismami, ale także był niestrudzonym apostołem miłości do Niej. Bez ustanku krążył po świecie, wszędzie zakładając świeckie stowarzyszenia maryjne dla młodzieży i dorosłych, i z zapałem ucząc codziennej modlitwy różańcowej. 

Również jako starzec, idący o lasce ulicami Fryburga, gromadził wokół siebie mężczyzn i kobiety z dziećmi, proszących go o błogosławieństwo. Święty chętnie błogosławił im, od każdego domagając się jednak obietnicy czczenia Matki Najświętszej i codziennego odmawiania Różańca. 

Św. Alfons Liguori w każdą sobotę głosił kazanie o chwale Najświętszej Panny Maryi. Potrafił też jak mało kto porywać dusze i prowadzić je do stóp Boskiej Maryi. 

Jan Maria Vianney, święty Proboszcz z Ars, nie ukrywał głębokiej miłości, kiedy nauczał o Matce Bożej. Pozostawił swoje wspaniałe „katechizmy maryjne”, pełne światła i ciepła, płynące z jego czułego uczucia do Niebieskiej Matki. 

Św. Józef Cafasso rozdawał tysiące obrazków Matki Bożej. Swoim penitentom często mówił o nabożeństwie maryjnym, zachęcając do praktykowania go. Rozpowszechniał także książeczkę Wysławianie Maryi św. Alfonsa, jako pełne światła i solidne doktrynalnie źródło pobożności maryjnej. 

 

 

My również starajmy się szerzyć miłość do Najświętszej Panny Maryi ze wszystkich sił, wszystkimi sposobami i wszędzie. Pamiętajmy, że apostolat maryjny zapewnia zbawienie zarówno samym apostołom, jak i tym, którzy ich słuchają. Liturgia Kościoła wkłada w usta Bogurodzicy słowa: „Kto Mnie pozna, pozna życie wieczne” (Syr 24,31). Czyż nie daje nam to nadziei? Pomyślmy tylko: jeżeli udaje nam się zaszczepić w jakiejś duszy miłość do Maryi, to jednocześnie do duszy tej wkracza zbawienie. Kiedy Maryja wchodzi do jakiegoś serca, tam zawsze przynosi Zbawiciela. Ona jest zawsze Matką Jezusową, czyli Tą, która rodzi Jezusa w każdym przyjmującym Ją sercu. Dlatego św. Maksymilian M. Kolbe mówił, że trzeba „wprowadzić Niepokalaną do wszystkich serc, aby Ona mogła, wszedłszy do nich, objąć je w posiadanie; przynieść do nich słodkiego Jezusa i sprawić, że będzie w nich rósł”. 

Miłość i współczucie 

Inną fundamentalną cechą miłości jest udział w cierpieniu osoby, którą kochamy. Można nie podzielać radości kogoś, kogo się kocha, ale nie sposób pozostawać obojętnym na jego cierpienie. 

Nie możemy zapominać, że Pan Jezus dał nam Najświętszą Pannę za Matkę nie przy okazji radosnego święta, ale na szczycie Kalwarii; właśnie wtedy, gdy była zanurzona w morzu cierpienia i naprawdę w bólu nas rodziła (por. Rdz 3,16). Każdemu z nas Pan Jezus wskazuje Matkę Boleściwą, powtarzając słowa powiedziane do św. Jana: „Oto Matka twoja” (J 19,27). 

Św. Antoni Pucci bardzo kochał Dziewicę Bolejącą i był Jej gorliwym apostołem. Mówił o Niej z poruszającą czułością. Gdziekolwiek się znalazł, na łodzi, okręcie albo w porcie, rozdawał Jej obrazki i zachęcał do odmawiania Koronki do Siedmiu Boleści Matki Bożej. Starał się także usilnie o poświęcenie miesiąca września nabożeństwu do Niej. 

Innym wielkim czcicielem Matki Bolesnej był św. Paweł od Krzyża. Często sama tylko myśl o Niej wzruszała go do łez. O Jej bólu mówił w ten sposób: „Cierpienia Maryi są jak morze wpadające do bezkresnego oceanu Męki Pańskiej”. Jeden z jego synów duchowych, św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, tak gorąco ukochał cierpienia Maryi, że mógł napisać: „Boleści Maryi są moim rajem”. Szczególnie w Wielkim Tygodniu oraz przez cały wrzesień przeżywał długie godziny pobożnej medytacji nad „boleściami ukochanej Matki”. Jak napisał jeden z jego współbraci: „wystarczyło zobaczyć go, cały dzień pochłoniętego przez rozważania, albo ukrytego w kącie na chórze, cierpiącego udrękę w głębi serca”. Wspomnijmy wreszcie anielską świętą, Gemmę Galgani – prawdziwy kwiat Męki Pańskiej, współukrzyżowaną z Jezusem, ukochaną córkę Matki Bolesnej. Jako mała dziewczynka dostała od swojej mamy figurkę Matki Bożej Bolesnej – a kiedy mama zmarła, święta oddała się Matce Bolesnej jako Jej córka. Jej życie stało się życiem ofiary ukrzyżowanej wraz z Chrystusem, nierozłącznej z Matką. „Mamo, gdzie Cię znajdę? – wołała w ekstazie – Zawsze u stóp Krzyża Jezusowego. Moja Mama była ukrzyżowana razem z Jezusem i nigdy się nie skarżyła. Zastanowiwszy się nad tym, postanowiłam już więcej się nie skarżyć… A jutro pragnę od Matki Bożej tej łaski, by dała mi wielki krzyż. Wielki, bardzo wielki…” Tak kochają święci. Oto prawdziwi czciciele Maryi. 

A my? Czyż nie jest prawdą, że zamiast starać się z miłością ofiarowywać Najświętszej Pannie nasze wyrzeczenia, usiłujemy wciąż uwolnić się od wszelkich trudności i cierpień? Czy tak wygląda prawdziwa miłość? 

Niepokalana powiedziała do św. Bernadetty: „Nie uczynię cię szczęśliwą na tym świecie”. W miłości do Matki Bożej nie zawiera się szczęście doczesne, lecz niebieskie. Za tym szczęściem tęsknijmy, dzieląc trudy ziemskiego wygnania z niebieską Matką, cierpiącą za wszystkie swe dzieci przebywające jeszcze na wygnaniu.  

Kochać Najświętszą Maryję Pannę

Niniejsze rozważania o nabożeństwie do Matki Bożej stanowią żarliwą odpowiedź na poważny kryzys mariologiczny naszych czasów, nazwany przez któregoś z autorów „mariologiczną epoką lodowcową”. 

Wielu z Czytelników, być może, zostało wychowanych w oziębłości tej „epoki lodowcowej”. Toteż żarliwe słowa i sformułowania tutaj użyte mogą niekiedy wydawać się zaskakujące, może wręcz rażące. Warto w takim wypadku pamiętać, że te sformułowania odzwierciedlają nauczanie świętych, ale także nauczanie papieży – także w tych naszych czasach. 

Obawa przed „przesadą” w nabożeństwie maryjnym jest zastrzeżeniem podejmowanym przez sceptyków od wielu stuleci. Już bł. Jan Duns ze Szkocji, na początku XIV wieku, odpowiadał na nią: z dwojga złego, wolę ryzykować przesadne nabożeństwo do Matki Boga aniżeli jego niedostatek. Święty Ludwik Maria Grignon de Montfort zwracał uwagę, że zastrzeżenie iż Maryja może przesłonić Jezusa jest fałszywe: tak jak fałszywe jest zastrzeżenie, że okulary przesłaniają to, co dzięki nim lepiej widać. Święty Maksymilian dodawał, że obawa, iż „przesadzi się” w miłości do Maryi jest zupełnie bezzasadna: i tak nie uda nam się nigdy kochać Jej tak bardzo jak Pan Jezus. A przecież na naśladowaniu Pana Jezusa polega doskonałość chrześcijańska.

Miłość i poświęcenie 

Nie istnieje dowód miłości pewniejszy niż ofiara z samego siebie. Nie ma większej ani czystszej miłości od tej, która skłania do ofiarowania się za kogoś, kogo się kocha. Pan Jezus powiedział : „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). 

Żeby więc być pewnym miłości, trzeba poddać się próbie poświęcenia. W przeciwnym razie można ulec złudzeniu. 

Jest jednak jeszcze coś. Prawdziwa miłość posuwa się do tego, że wręcz nie może obejść się bez poświęcenia. Potrzebuje go, pragnie i szuka. „Cierpieć albo umrzeć”, wołała do Jezusa św. Teresa z Avili. 

Także miłość do Matki Bożej mierzy się ofiarnością. Nie można wątpić o szczerości miłości tego, kto umie poświęcić się dla Niej. 

Istotnie, w życiu świętych poświęcenie zawsze odgrywało wielką rolę. Odczuwali oni potrzebę karmienia nim swej miłości do Najświętszej Panny. O każdym z nich można powtórzyć to, co zostało powiedziane o św. Katarzynie Labouré: „żyła ciągłym pragnieniem cierpienia dla swej miłości”. 

Święty Józef Cafasso skomponował sobie na przykład osobliwy różaniec (zwykł nazywać go „brzemieniem”), złożony z pięćdziesięciu drobnych umartwień, które ofiarowywał Matce Bożej. Przy jego pomocy lubił przygotowywać się do świąt maryjnych, a w maju przyozdabiać swoją miłość codziennymi „kwiatkami” dobrowolnych ofiar. 

Błogosławiona Fortunata Viti szykowała się do świąt i uroczystości Maryi, nosząc przez godzinę dziennie włosiennicę albo biczując się przez kilka minut. Umartwiała też zmysł smaku, dodając do zupy popiół. 

Post Wniebowziętej” ustanowił dla siebie św. Paweł od Krzyża, poszcząc surowo, nie jedząc owoców i odmawiając codziennie cały Różaniec. Raz zdarzyło się, że zachorował właśnie w tym czasie i zupełnie stracił apetyt. Zatroskany brat pielęgniarz zdobył dla niego piękne jabłko i spodziewał się zachęcić świętego do jedzenia. Ten, chociaż chętnie skosztowałby, ze względu na „post Wniebowziętej” nie zrobił tego, i pomimo usilnego namawiania żeby zjadł chociaż kawałek, święty przeprosił mówiąc: „To czas postu Maryi, zróbmy dla Niej ofiarę”. 

Szczególną cechą wspólną świętych jest gorliwe przygotowywanie się do świąt Najświętszej Panny i poświęcanie Jej soboty przez post ścisły albo powstrzymywanie się od pokarmów mięsnych, owoców czy słodyczy… Można tu wspomnieć św. Karola Boromeusza, św. Franciszka Salezego, św. Katarzynę Sieneńską, bł. Annę Marię Taigi… Nie sposób jednak wymienić wszystkich. Miłość bez wytchnienia 

Niemniej heroiczne od tych nadzwyczajnych aktów są nieustannie podsycające miłość małe i ukryte ofiary. Jak zaświadcza św. Jan Bosko, św. Dominik Savio codziennie ofiarował jakieś umartwienie Błogosławionej Dziewicy. Św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej wyznał: „Żaden mój dzień nie upłynie bez kwiatka cnoty, którym uwieńczyłbym przeczystą skroń mojej Matki”. 

Służebnica Boża Felicyta Rossi często niepostrzeżenie całowała ziemię. Kiedy któregoś razu ktoś zauważył to i zapytał o powód takiego postępowania, odrzekła: „Co powiedziała Matka Boża do Bernadetty? – Całuj ziemię za grzeszników”. I ona z hojnością czyniła to. 

Chora święta Bernadetta, wstrząsana kaszlem jęczała: „Otwórzcie mi pierś!” – kiedy jednak ktoś chciał dać jej do picia cudowną wodę z Lourdes, mówiła: „To źródło nie jest dla mnie. Matka Boża chce, żebym cierpiała”. 

Nie można zapominać również urzekającego przykładu poświęcenia trojga pastuszków z Fatimy. Ochoczo znosili pragnienie, głód i upał; szukali cierpienia, bijąc się po nogach pokrzywami i ściskając sobie talię sznurem… – wszystko dla pocieszenia Niepokalanego Serca Maryi i nawrócenia grzeszników! 

Ostatni, najznakomitszy przykład, to życie św. Maksymiliana M. Kolbe. Dzień po dniu składane Matce Bożej w ofierze miłości, bez zważania na to, że z Jej powodu będzie się nazwanym głupcem lub szaleńcem. Życie pełne ryzykownych przedsięwzięć podjętych z miłości do Niepokalanej – choćby za cenę krwi, choćby z przymusowymi pobytami w sanatorium. Życie będące ofiarą i hostią na ołtarzu poświęcenia. Kiedy św. Maksymilianowi zdarzyło się w Rzymie być na jakiejś wystawie, zapytano go, co szczególnie zwróciło jego uwagę. Święty odparł: „Nic. Nic nie mogło mnie zainteresować, niczego nie oglądałem. Ja żyję dla Niepokalanej”. Jego miłość do Niepokalanej rzeczywiście nie znała wytchnienia; była nieustannym życiem tylko dla Niej. 

 

Ave Maria!

 

Serdecznie zapraszamy dziewczęta (12-14 lat) na Wakacyjną Szkołę Maryi!

Turnus będzie u nas w Otwocku (ul. Sowińskiego 19) od 18 do 22 sierpnia 2026 r. (od wtorku do soboty)

Zapisy pod nr telefonu: 887 829 829 lub e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Sobota dniem Maryi 

Jeden dzień poświęcony Matce Bożej wychodzi naprzeciw potrzebie ofiarowania Jej czegoś specjalnego w każdym tygodniu. Kościół zawsze odczuwał tę potrzebę i zaspokoił ją, nadając szczególny charakter liturgiczny sobocie poprzez Mszę świętą i Oficjum o Najświętszej Pannie, odprawiane w ten dzień. 

Wielowiekowe doświadczenie potwierdziło tę pobożną praktykę, ulubioną i uświęconą przez lud Boży, a w szczególności przez świętych. 

Wiemy, że cosobotnie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny było praktykowane przez wielu świętych, takich jak: św. Katarzyna ze Sieny, św. Franciszek z Asyżu, św. Alfons Liguori, żeby wymienić tylko niektórych. 

Ta właśnie sobotnia maryjność towarzyszyła licznym świętym w ich najwznioślejszych doznaniach mistycznych. Święta Gemma Galgani każdej soboty, w odróżnieniu od innych dni, przeżywała maryjną ekstazę. Stało się to dla niej czymś tak normalnym, że niekiedy właśnie dzięki ujrzeniu w ekstazie Matki Bożej orientowała się, że jest sobota. 

Za przykładem świętych starajmy się ukochać szczególnie dzień Maryi (jak nazywała sobotę św. Katarzyna Sieneńska). Uświęcajmy go jakąś specjalną modlitwą, zwłaszcza Różańcem świętym (najlepiej odmawiając wszystkie jego części, dwadzieścia dziesiątków). Nie omieszkajmy w tym dniu złożyć Maryi jakiegoś daru, osobistego wyrzeczenia (np. rezygnując w tym dniu z papierosów, owoców albo mięsa). Okazujmy naszą cześć Matce Bożej także w inny sposób, według własnego uznania, np. zawsze w sobotę wykonując jakąś szczególnie ważną czynność, podejmując decyzję albo świętując wyjątkowe wydarzenie. 

Święty Ludwik M. Grignion de Montfort, wiedziony miłością do Najświętszej Panny, już od młodości w każdą sobotę chodził do któregoś z kościołów pod Jej wezwaniem, aby tam przyjąć Komunię świętą. Bez wątpienia Matka Boża jest bardziej wdzięczna i łaskawa w dniu Jej poświęconym. 

Maj i październik – miesiące Maryi 

O ile chcemy naśladować prawdziwych czcicieli Najświętszej Panny, powinniśmy włączać się także w szczególną cześć oddawaną Jej przez Kościół święty w dwóch miesiącach maryjnych: maju i październiku. 

Ofiarowanie dwóch całych miesięcy ukazuje bogactwo miłości, poszukującej także dłuższych okresów czasu, by wyrażać w nich szczególniejszą stałość uczuć i modlitwy. Nie potrzeba mnożyć przykładów, danych nam przez świętych oraz ich wezwań do gorliwego praktykowania miesięcy maryjnych. Były to dla nich dwa złote miesiące. Dwa miesiące rozkwitu pobożności maryjnej, przejawiającego się w uczęszczaniu na nabożeństwa majowe i szczególnym zapale do odmawiania całego różańca w październiku. 

Św. Maksymilian Maria Kolbe pisał specjalnie do brata, aby przypomnieć mu o maju. Wysyłał mu książeczki z modlitwą na każdy dzień tego pięknego miesiąca. Budził w nim gorącą nadzieję na wspaniałe owoce nabożeństwa majowego. 

Błogosławiony Bartolo Longo aż do śmierci niestrudzenie zachęcał do tego, aby czynić październik miesiącem Różańca świętego, miesiącem modlitwy maryjnej w najdoskonalszym tego słowa znaczeniu. 

Trudno wątpić, że te dwa miesiące są czasem łaski. Pośredniczka wszelkich łask, przynaglana tak wielką modlitwą wznoszącą się z ziemi, nie może pozostawić bez odpowiedzi wołania tych, którzy w Niej pokładają ufność, którzy do Niej zanoszą błagania, którzy przez cały miesiąc ofiarują Jej kwiatki. 

Święty Ojciec Pio pisał do swego ojca duchowego: „Nareszcie znów jest miesiąc Pięknej Mamusi. Ta najdroższa Mama wciąż udziela mi z miłością swej matczynej opieki, szczególnie w tym miesiącu”. 

Będąc wiernym, można w tych dwóch miesiącach otrzymać od Najświętszej Panny także nadzwyczajne łaski dla siebie samych i dla bliźnich. Nie zabraknie nade wszystko łask duchowych – oświecenia, duchowego ożywienia, wzrostu wewnętrznego, niebieskiej pociechy, których tylko Ona może udzielić. 

Pachnący wiosną maj daje okazję do pogłębienia znajomości Najświętszej Panienki poprzez słuchanie maryjnych kazań, jakie głosi się zazwyczaj w tym czasie w kościołach, albo poprzez prywatne rozważanie niezgłębionej wielkości Bożej Rodzicielki. „Tak, Ojcze mój – pisał dalej św. Ojciec Pio – jakże dobrze poucza nas ten piękny miesiąc o słodyczy i piękności Maryi”. 

W październiku możemy wzmocnić miłosne zjednoczenie z Najświętszą Panną Maryją, pobożnie odmawiając więcej różańców. Możemy także włączyć się w wielką misyjną intencję, jaką Kościół podejmuje w tym miesiącu dla zbawienia wszystkich dusz – za pośrednictwem Tej, która jest powszechną Pośredniczką zbawienia. 

Uroczysty akt poświęcenia się Niepokalanej 

 

„O Niepokalana, nieba i ziemi Królowo, ucieczko grzesznych i Matko nasza najmiłościwsza, Ty, której Bóg cały porządek miłosierdzia powierzyć raczył, ja niegodny grzesznik rzucam się do stóp Twoich, kornie błagając, abyś mnie całego i zupełnie za rzecz i własność swoją przyjąć raczyła i uczyniła, wraz ze wszystkimi władzami mej duszy i ciała i z całym mym życiem, śmiercią i wiecznością, cokolwiek Ci się podoba. 

Użyj także, jeżeli zechcesz, mnie całego, bez żadnego zastrzeżenia, do dokonania tego, co o Tobie powiedziano: „Ona zetrze głowę twoją”, jako też: „Wszystkie herezje sama zniszczyłaś na całym świecie”, abym w Twoich niepokalanych i najmiłościwszych rękach stał się użytecznym narzędziem do zaszczepienia i jak najsilniejszego wzrostu Twej chwały w tylu zbłąkanych i obojętnych duszach, a w ten sposób do jak największego rozszerzenia błogiego Królestwa Najświętszego Serca Jezusowego, albowiem gdzie Ty wejdziesz, tam łaskę nawrócenia i uświęcenia wypraszasz, przez Twoje bowiem ręce wszelkie łaski z Najświętszego Serca Jezusowego na nas spływają”. 

K: Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza, 

W: I daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim. 

Szkaplerz karmelitański 

 

Innym narzędziem łaski jest szkaplerz Matki Bożej. Istnieją różne szkaplerze maryjne. Najsławniejszy i najbardziej rozpowszechniony jest z pewnością szkaplerz Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Odkąd św. Szymon Stock otrzymał go od Maryi (która ukazała mu się w 1251 roku), szkaplerz karmelitański nieprzerwanie w ciągu wieków zyskiwał coraz większą popularność. 

Szkaplerz jest swoistym zastawem danym przez Maryję. Symbolizuje szatę Najświętszej Panny, która okrywa dusze Jej czcicieli, by nie zostali skazani na potępienie. Co więcej, szkaplerz zapewnia uwolnienie z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci, o ile ktoś odmawiał codziennie Małe Oficjum o Najświętszej Maryi Pannie (Godzinki) albo powstrzymywał się od pokarmów mięsnych w środy, piątki i soboty, bądź też zamiast tego odmawiał co dzień jakąś wyznaczoną przez spowiednika modlitwę. 

Wspomnijmy anielskiego świętego, Gabriela od Matki Bożej Bolesnej, który w swoim maryjnym Credo spisanym własną krwią wyznawał: „Wierzę (…), że – tak jak przyrzekłaś papieżowi Janowi XXII – ci, którzy zapisani są w Karmelu, w sobotę po śmierci zostaną uwolnieni z czyśćca”. 

Kościół zawsze zalecał nabożeństwo szkaplerza i to tak intensywnie, że stało się ono drugą po różańcu pod względem popularności formą kultu maryjnego. Papieże (np. Św. Jan Paweł II, który także nosił szkaplerz karmelitański, stwierdził, że „uwidacznia się w nim skuteczna synteza maryjnej duchowości”) i święci upodobali sobie szkaplerz karmelitański i sprawiali, że pokochali go także inni, zarówno za jego prostotę, jak i ogromne bogactwo treści nadprzyrodzonych. 

Noszenie szkaplerza jest nieustannym przypomnieniem o miłości Niebieskiej Matki i otwartości na Jej dobroć. O ile jest noszony z wiernością, szkaplerz karmelitański stanowi oferowaną wszystkim ludziom gwarancję zbawienia. Nie bez powodu w ostatnim objawieniu w Fatimie, 13 października 1917 roku, troje pastuszków ujrzało Matkę Bożą z Góry Karmel, ze szkaplerzem w ręku. 

Spróbujmy poznać i przyjąć za własną także i tę formę nabożeństwa. Najświętsza Panienka pragnie okryć swym niebieskim płaszczem wszystkie swoje dzieci. Szkaplerz jest widomym znakiem tego okrywającego nas matczynego płaszcza. Kto znajdzie się pod płaszczem Maryi, ten nigdy nie zginie. 

Cudowny medalik 

Św. Paweł napisał, że Bóg wybiera to co pokorne i słabe, żeby poniżyć wielkich i silnych (por. 1 Kor 1,27). 

Najświętsza Maryja Panna podarowała medalik św. Katarzynie Labouré i od tego momentu łaska popłynęła tak obficie, że medalik słusznie zyskał miano cudownego. Wielką miłość żywili do niego święci. Nosili go na szyi, obsypywali pocałunkami, polecali go innym i stawali się jego apostołami – takie postępowanie było wspólne świętym bardziej i mniej znanym. Wspomnijmy kilka przykładów. 

Święta Katarzyna Labouré gorliwie szerzyła cudowny medalik. Także pośród zniszczeń i rzezi targającej Francją rewolucji, opiekując się rannymi, podchodząc do żołnierzy, rozmawiając z najrozmaitszymi ludźmi – wszystkim zawsze dawała medalik jako gwarancję łaski. 

Już od dziecka pomysłową apostołką cudownego medalika była św. Tereska. W jej rodzinnym domu pracowała pewna służąca, która jako niewierząca nie chciała słuchać o religii. Otóż mała Teresa zdołała w końcu nakłonić ją do wzięcia cudownego medalika i obietnicy, że będzie nosić go na szyi aż do śmierci. Innym razem, kiedy robotnicy wykonywali jakąś naprawę w domu, Tereska powkładała im medaliki do kieszeni kurtek. 

Być może najbardziej spośród świętych docenił cudowny medalik św. Maksymilian Maria Kolbe. W powołanym przez niego ruchu maryjnym – Rycerstwie Niepokalanej – szczególnym zadaniem stało się rozpowszechnianie cudownego medalika. Każdy członek Rycerstwa miał obowiązek noszenia go na szyi. Dla św. Maksymiliana medaliki to niebieska amunicja, kulki, trafiające w serca potęgą łaski. W biografii świętego znajdujemy znaczące wydarzenie z czasu jego pobytu na kuracji w Zakopanem. Ojciec Kolbe poznał tam pewnego intelektualistę i przy każdym spotkaniu prosił go: „Niech się pan wyspowiada”. Tamten jednak odpowiadał: „Nic z tego, wielebny ojcze, z całym szacunkiem – do spowiedzi nie pójdę. Może innym razem…”. Po paru tygodniach pan ten, mając już wyjeżdżać, przyszedł do ojca Maksymiliana pożegnać się. Na koniec franciszkanin powiedział: „proszę pójść do spowiedzi” – „Wielebny ojcze, błagam… nie mam czasu, spieszę się na pociąg” – „W takim razie proszę wziąć ten cudowny medalik”. Przez grzeczność mężczyzna przyjął medalik, po czym bezzwłocznie udał się na stację. Ojciec Kolbe tymczasem upadł na kolana i błagał Niepokalaną o nawrócenie uparciucha. I oto stał się cud: Po chwili rozległo się pukanie do drzwi i wszedł ten sam mężczyzna, który niedawno tak spieszył się na pociąg. Od progu zawołał: „Ojcze, proszę mnie wyspowiadać!” 

Któż nie pamięta historii nawrócenia w Rzymie niewierzącego Żyda, Alfonsa Ratisbonne? Nie sposób zresztą wymienić łask, jakie przyniósł cudowny medalik. 

Pożyteczne będzie naśladować świętych, a zwłaszcza św. Maksymiliana M. Kolbego, w upowszechnieniu cudownego medalika, osobiście rozdając go albo zostawiając w widocznym miejscu w sklepach, biurach, pociągach. Zawsze uzbrojony w „kulki Niepokalanej”, św. Maksymilian, gdy już nic nie mógł zrobić dla Maryi, medalikom powierzał dzieło dokonywania wyłomu w sercach tak, żeby Ona miała do nich dostęp. 

Nas także nic nie powinno kosztować kochanie cudownego medalika, stałe noszenie go i używanie jako środka maryjnego apostolatu. 

Nieraz martwimy się, co możemy zrobić dla Matki Bożej. Dlaczego więc nie prowadzić apostolstwa przy użyciu środka tak prostego, jak cudowny medalik, który można rozdawać i rozpowszechniać wszędzie? Naśladujmy budujące przykłady św. Katarzyny Labouré, Małej Tereski, Maksymiliana i wielu innych. Także święty Ojciec Pio z Pietrelciny zawsze miał kieszenie pełne medalików. Odwiedzając jego celę, można zobaczyć stolik, na którym leży garść cudownych medalików znalezionych w kieszeni Ojca Pio po jego śmierci. Postępujmy tak, jak święci! 

Podkategorie

Czy możemy pomóc duszom czyśćcowym dostać się do nieba?

Oto nauczanie Kościoła w tej kwestii: Możemy pomagać, a także uwalniać zmarłych od cierpień czyśćcowych, „ofiarując za nich modlitwy za zmarłych, w szczególności Ofiarę Eucharystyczną, lecz także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne” [Kompendium KKK 211].

Dzięki obcowaniu świętych, członkowie Kościoła triumfującego w niebie, Kościoła cierpiącego w czyśćcu oraz Kościoła walczącego na ziemi mogą pomagać sobie wzajemnie w miłości Chrystusa, Głowy Ciała Mistycznego.

Jakkolwiek znajdują się oni w różnych warunkach i stanach życia, członkowie potrójnego Kościoła stanowią istotnie jedno Ciało Mistyczne, którego Głową jest Pan Jezus, obecny i działający zawsze w miłości tych, którzy pomagają innym. Oto zachwycająca solidarność łaski łącząca trzy części Kościoła, poprzez wzajemną pomoc, w jedności miłości z Głową Kościoła, Jezusem Chrystusem.

Copyright © 2026 Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej